Author

Nolijka

Browsing

Cześć! Znacie gry od Adamigo? Myślę że większość z Was na pewno posiada od nich jakąś grę i nawet nie jest tego świadoma. Wiecie, że Adamigo dalej wydaje je wydaje? My mamy chińczyka, który z pewnością ma około 20 lat i dalej świetnie się trzyma, pomimo wielu partyjek. Dzisiaj przychodzę jednak nie z chińczykiem, ale z grą „Na straganie”, która po lekkich modyfikacjach, bardzo spodobała się mojej córce. Zapraszam!

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 3 roku życia (wariant gry junior) oraz dla 2 do 4 graczy.

ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA I WYKONANIE

W pudełku znajdziemy planszę, dwie kostki, pionki, karty z koszykami, karty z produktami oraz instrukcję. Wykonanie jest bardzo fajne i bardzo podoba mi się kolorystyka oraz ilustracje gry „Na straganie”. Mają swoisty klimat i bardzo przyjemnie się w nią gra.

JAK GRAĆ?

W grę „Na straganie” można grać na dwa różne sposoby, lub zmodyfikować grę na swój sposób, ponieważ jest ona na tyle prosta, że zmienianie reguł (choć z zasady tego nie robię), niczego jej nie ujmie. Wariant dla starszych dzieci jest zdecydowanie trudniejszy, ale też ciekawszy oraz wymagający, bo poruszanie się po planszy przy pomocy rzuty kostką jest tutaj ciekawie rozwiązanie. Jeżeli przy rzucie pojawi się różna liczba oczek, gracz musi obliczyć różnicę między wyższą a niższą wartością i o tyle pól musi poruszyć się na planszy w dowolnym kierunku. Zrozumiałe jest, że maluchy nie dadzą sobie z tym rady, ale dla starszaków będzie to fajna zabawa i ćwiczenie prostych działań matematycznych. W instrukcji dokładnie opisano sytuację, kiedy wypadną dwa takie same oczka. Wtedy musimy postępować według określonych zasad.

Naszym zadaniem jest zebranie do koszyka czterech różnych produktów i zapełnienie jak największej ilości koszyków. Wygrywa osoba, która zapełni jak najwięcej koszyków. Jednak kiedy dojdzie do remisu, wtedy musimy podliczyć ile wydaliśmy na nasze produkty (informacja o tym znajduje się w kółeczku na każdej karcie). Wtedy zwycięża gracz, który wydał najmniej. Jeżeli najedziemy na pole z produktem, którego kolor mamy już w koszyku, wtedy nie dobieramy karty.

W wariancie dla maluchów możemy grać jedną kostką i do woli manipulować liczbą koszyków, które należy zapełnić podczas gry.

PODSUMOWANIE

„Na straganie” od Adamigo to bardzo przyjemna gra planszowa przeznaczona dla dzieci w różnym wieku. Jest na tyle uniwersalna i prosta, że można w nią grać nawet nie znając zasad, ponieważ jeżeli chcemy tylko pokazać dziecku zabawę z grą, tak naprawdę wystarczy tylko jedna kostka, koszyk oraz karty z warzywami i owocami. Plansza przypomina mi trochę popularną i wszystkim znaną grę, co w moim przypadku uważam za plus, ponieważ jest to bardzo prosta w użytkowaniu plansza i zauważyłam, że Lili bardzo się ten sposób poruszania po niej spodobał. Nie miała problemu, aby chodzić „w kółko” i chętnie uczestniczyła w grze. My gramy w baaardzo uproszczony wariant, bo moja córka nie należy do cierpliwych osób i musi mieć wszystko zaraz i natychmiast (nie wiem po kim to ma, ja się wypieram :D). Nasza wersja polegała na ciągłym uzupełnianiu koszyczków poprzez zbieranie składników. Omijałyśmy pola specjalne, wprowadziłam je dopiero po jakimś czasie. Gra jest bardzo kolorowa, uniwersalna (co daje jej ogromnego plusa) i zdrowa! :) Dla starszych dzieci wprowadzono możliwość grania w trudniejszą wersję, gdzie do zabawy wchodzi proste liczenie (odejmowanie), co jest niecodziennym sposobem poruszania się po planszy. Myślę, że może to być interesujący wariant, jednak dla opornych całkowicie do pominięcia.

„Na straganie” oceniam bardzo pozytywnie, najważniejsze jest to, że Lili się spodobała i chętnie po nią sięgamy. Są gry, w które ona naprawdę nie chce grać i leżą, więc moje pozytywne recenzje wynikają z tego, że o tamtych grach nie pisałam, ale planuję. Chcę zrobić wpis o grach, które mimo świetnych opinii i poleceń, całkowicie się u nas nie sprawdziły. Kiedy to będzie, niestety nie wiem, ale na pewno dam znać.

Cześć! Dzisiaj przychodzę do Was z grą dla najmłodszych dzieci i jest nią „Wielka Gra Kolorów”, gdzie bohaterami są postacie z bajki Bing. Wiem jak takie gry są poszukiwane, bo sama miałam problem, aby znaleźć coś odpowiedniego dla Lili, kiedy ta była jeszcze maluchem. Fajnie, że powstaje coraz więcej gier dla brzdąców, a ta wydaje mi się idealna na sam początek. Chyba wygra z dotychczasowym hitem, bo jest DUŻA, BANALNA i z popularnymi postaciami z bajki, które niejeden malec na pewno będzie znał. Jak nie z wersji animowanej, to być może z książeczek. Zapraszam!

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 2 roku życia i dla 1 do 4 graczy.

ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA I WYKONANIE

Wykonanie jakie jest – każdy widzi na zdjęciach, ale upewnię Was tylko, że gra jest naprawdę fajnie wykonana. Podstawki do postaci są solidne, duże i stabilne, a bohaterów z bajki Bing wykonano z grubszego kartony. Plansza to jednocześnie puzzle, które należy złożyć z pomocą osoby dorosłej, bo może być z tym problem. Z tyłu planszy do gry naprawdę znajdują się puzzle z Bingiem z ilustracją o wielkości 70 x 50 cm. Świetne jest to, że każdy element gry został wykorzystany w całości. Kartoniki z kolorami, które służą nam do poruszania się postaciami po planszy, również są solidne i idealne do małych rączek. Co więcej, one również są dwustronne, a na odwrocie znajdują się obrazki służące do popularnej gry pamięciowej.

O CO W TEJ GRZE CHODZI?

Wielka Gra Kolorów jest grą 3w1, gdyż zawiera w sobie aż 3 zabawy. Jedną z nich są puzzle składające się z 24 elementów. Kolejną wielka gra planszowa z dołączonymi do niej 4 postaciami z Binga. Figurki są naprawdę duże! Trzecią jest popularna gra pamięciowa, którą zna chyba każdy.

W grze planszowej poruszamy się naszymi postaciami zgodnie z tym, jaki kolor kafelka wylosujemy. Jest ich bardzo dużo, a gra ma tak rozmieszczone kolory, że trwa bardzo krótko, czyli idealnie dla niecierpliwych maluchów. Czarny kolor oznacza, że tracimy kolejkę, ale można oczywiście ten punkt pominąć.

PODSUMOWANIE

Uważam, że Wielka Gra Kolorów będzie jedną z lepszych gier na początek planszowej przygody młodszych dzieci. Jednak to osoba dorosła, przynajmniej na samym początku, będzie musiała pomóc maluchowi przy układaniu głównej planszy, ponieważ jest to trudne zadanie i absolutnie niewykonalne dla dziecka 2. Dodatkowym atutem jest oczywiście nauka kolorów i ich utrwalanie, a gra jest na tyle szybka, że nawet najmłodsze dziecko nie powinno się zgubić. Oczywiście istnieje tutaj motyw rywalizacji, ale można go pominąć i malec może bawić się w grę po prostu sam. Jak widzicie na zdjęciach, pionki są OGROMNE! Zupełnie niestandardowe, nie spotkałam się jeszcze z tak dużymi pionkami w jakiejkolwiek gry dla małych dzieci, a uwierzcie, mam ich trochę. Gra ma banalne zasady, do opanowania w pół minuty. Z moją córką potrafimy rozegrać kilka rund pod rząd i za każdym razem ma z tego frajdę, a ma już ponad 4,5 roku. Puzzle również zostały już ułożone, a memo jak to memo, omijamy :D Żałuję, że nie było takich gier kiedy moja córka zaczynała przygodę z planszówkami, ponieważ ma wszystkie elementy, czego fajna gra potrzebuje na początek. Duże postaci, kolory, kolorowe kafelki i prościutkie zasady. Nie ma w tej grze kostki, dlatego gra będzie bezpieczna nawet dla jeszcze „rzucających” dzieci, ale należy uważać na plastikowe podstawki do pionków, ponieważ jak widać – są dosyć spore. Bardzo Wam tę grę polecam!

Cześć! Jeżeli lubicie gry słowne, a Scrabble nie jest Wam obce, znacie mnóstwo długich i skomplikowanych wyrazów – „7 słów” od Foxgames jest zdecydowanie dla Was! Możecie świetnie się bawić nie tylko w gronie znajomych i przyjaciół, ale także stanąć do boju o tytuł Mistrza z samym sobą. Zapraszam!

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 10 roku życia i dla 1-6 graczy. Jedna rozgrywka powinna zająć orientacyjnie 20 minut.

ZAWARTOŚĆ I WYKONANIE

W środku znajdziemy niezbędne do gry karty, notes do zapisywania słów i punktacji, ołówki oraz klepsydrę i instrukcję obsługi. Wszystko wykonane jest bardzo dobrze i starannie, co możecie zobaczyć na zdjęciach. Notes jest naprawdę gruby i dwustronny, starczy nam na mnóstwo rozgrywek. Gra jest niewielkich rozmiarów i moim zdaniem dobrze sprawdzi się w podróży. No i jest bardzo ładna! Uwielbiam takie klimaty, a fretka na pudełku kupiła mnie całkowicie.

O CO W TEJ GRZE CHODZI?

W grze „7 słów” najważniejsze są długie słowa. Im dłuższe tym lepsze, bo lepiej punktowane. Logiczne! Znajdowanie długich słów jest tutaj o wiele łatwiejsze, ponieważ gracz nie potrzebuje do tego wszystkich liter znajdujących się w danym wyrazie, a będzie musiał użyć takich, za które otrzyma jak najwięcej punktów.

Grę zaczynamy od rozłożenia 8 losowych liter oraz kart z punktami na środku stołu tak, aby były dobrze widoczne dla wszystkich graczy. Z tych właśnie liter, każdy z graczy tworzy jak najdłuższe słowo używając przy tym jak najwięcej liter widniejących na kartach. Na koniec podlicza punkty i zapisuje wszystko na swojej karteczce.

Wszystkie zasady zostały oczywiście szczegółowo opisane w instrukcji. Są bardzo jasne i przejrzyste, do zrozumienia w kilka minut.

PODSUMOWANIE

Zacznę od tego, że do tej pory grałam w „7 słów” sama, ponieważ gry słowne nie są ulubioną rozrywką mojego męża i broni się przed tym rękami i nogami. W niczym mi to nie przeszkadza, bo ja lubię główkować przy językowych łamigłówkach i takie gry sprawiają mi wiele przyjemności. Póki co nie gram jednak na czas, ponieważ bardzo mnie to stresuje (:D) i nie chcę, aby wisiało nade mną straszliwe widmo klepsydry. Oczywiście kiedy przychodzi co do czego, nagle mam pustkę i żadne długaśne słowa nie przychodzą mi do głowy, a co dopiero gdybym miała grać jeszcze na czas! Na szczęście klepsydra nie jest wymagana i można uprościć grę pozbywając się tego elementu i trzymać się nieco innych zasad. Z mojej perspektywy „7 słów” to świetna alternatywa dla innych, długich gier językowych i fajnie sprawdzi się zarówno w pojedynkę jak i w większym gronie. Szczególnie polecam fanom takich gier, bo osoby, które nie czują się za dobrze w potyczkach słownych, mogą się po prostu znudzić. Takie gry trzeba lubić. Mój mąż nie chciał nawet spróbować :D Jak dla mnie „7 słów” jest bardzo fajną alternatywą do innej popularnej gry tego typu – jest zdecydowanie szybsza i łatwiejsza. Zasady są bardzo proste i można je zrozumieć w kilka chwil, nie trzeba się głowić i dochodzić do tego czy tak można czy nie. Jeżeli jakieś słowo wydaje się innym graczom podejrzane, wystarczy to zakwestionować i sprawdzić, a wtedy marny los spada na graczy, który śmiał wątpić w inteligencję swojego przeciwnika. Ale czego nie robi się dla wygranej? :D W skrócie: jeżeli lubicie gry słowne, przypominać sobie długie, skomplikowane i nikomu nieznane wcześniej słowa, które zdeklasują całe towarzystwo – „7 słów” będzie idealną grą dla Was.

Cześć! Dzisiaj przychodzę do Was z krótką recenzją na temat gry którą znają chyba wszyscy. Jest nią „Skaczące czapeczki” od wydawnictwa Kukuryku. Czy jest ktoś, kto chociaż raz nie rozegrał zaciekłego boju w tej wcale nie takiej prostej grze? Wątpię!

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 5 roku życia i dla 1-4 graczy.

ZAWARTOŚĆ I WYKONANIE

Gra tak naprawdę zawarta jest w pudełku i potrzeba 10 sekund na jej rozłożenie. W środku znajdziemy komplet skaczących czapeczek oraz niezbędne do zabawy wyrzutnie. Pudełko jest tak naprawdę naszą planszą i to wszystko czego potrzebujemy, aby zacząć zabawę. Na odwrocie opakowania znajduje się krótka instrukcja wraz z punktacją za poszczególne kolorowe okręgi. Pionki oraz wyrzutnie są fajnie wykonane – z tym z pewnością nic się nie wydarzy. Jednak szczególną uwagę należy zwrócić na planszę – jest delikatna i małe rączki mogą ją niechcący zniszczyć. Dlatego nie polecam jej młodszym dzieciom, bo przy zwykłej zabawie nie powinna się potargać. Przy naszych intensywnych partiach wszystko dalej jest w idealnym stanie :D

O CO W TEJ GRZE CHODZI?

W „Skaczących czapeczkach” musimy wyskakać sobie drogę do wygranej. Kładziemy nasz pionek na wyrzutni, naciskamy mocno palcem i… no właśnie! Nasz pionek leci, leci, leci, aż w końcu ląduje po drugiej stronie planszy :D To wcale nie jest takie proste trafić do celu, ale to jest cały urok tej gry. Naszym zadaniem jest trafienie czapeczkami jak najbliżej środka, aby zdobyć najwięcej punktów. I tyle! :)

PODSUMOWANIE

Jak widzicie, o tej prostej grze nie ma się co rozpisywać. Prościutkie zasady, jasny cel – tutaj liczy się głównie zabawa i zręczność, a śmiechu jest co niemiara. Przy pierwszych partiach musieliśmy jednak cierpliwie tłumaczyć naszej córce, że czasem się niestety nie trafia i nawet nam jest ciężko, bo nasze czapeczki latały po całym pokoju. Dlatego zdecydowanie odradzam tę grę dla jeszcze młodszych dzieci, które z reguły szybko się zniechęcają i są bardzo niezadowolone kiedy im nie wychodzi podczas gry. Zadanie wygląda banalnie prosto, jednak wcale takie nie jest. Ciężko wyczuć te niesforne czapeczki, a jeszcze ciężej ich lot :D Robią co chcą! I to jest właśnie ich piękno :D A jaka radość kiedy trafi się w sam środek. Jak widać Lili zawsze zabiera wszystkie nieużywane kolory i po prostu sobie nimi gra, bo w „Skaczące czapeczki” można spokojnie grać sobie samemu. Frajda jest dokładnie taka sama. W przypadku tej gry, chwilowo nie jestem w stanie określić kto bawi się lepiej – rodzice czy dziecko :D Ale na tę chwilę, szala przechyla się w stronę dorosłych. „Skaczące czapeczki” to bardzo przyjemna, szybka i prosta gra, zdecydowanie dla całej rodziny. Nikt nie będzie się przy niej nudził, bo emocji nie brakuje :).

Cześć! „Królicza Norka” Smart Games od wydawnictwa IUVI, jest już naszą czwartą grą z tej serii i jeszcze ani razu się na nich nie zawiodłam. Właściwie mogę śmiało stwierdzić, że nie jest to raczej możliwe, ponieważ gry logiczne są ponadczasowe i nie znają słowa „nuda”. Jedyne słowo jakie mogę użyć opisując gry z serii Smart Games to „TRUDNE” :D Zapraszam!

„Królicza Norka” jest grą przeznaczoną dla dzieci od 5 roku życia i jest to gra jednoosobowa.

ZAWARTOŚĆ I WYKONANIE

„Królicza Norka” jest grą w wersji podróżnej – magnetyczna, mała i poręczna. Nic się nie zgubi i nie wypadnie, bo wszystko jest na miejscu, a magnesy dobrze trzymają planszy. Zapinana na guziczek z pewnością sama się nie otworzy, bo bardzo mocno trzyma. W środku znajduje się 48 kart z zadaniami, na końcu są solucje. Obok widnieje plansza oraz potrzebne do zabawy magnesy ze zwierzętami oraz ziemią do budowy norek. Książeczka jest twarda i stworzona do podróżowania.

O CO W TEJ GRZE CHODZI?

W książeczce znajdziemy aż 48 zadań podzielonych na 4 poziomy trudności: starter, junior, expert oraz master. Na samym początku wybieramy jedno z zadań i układamy nasze płytki ze zwierzętami według podanego wzoru. Naszym zadaniem jest ułożenie brązowych płytek z ziemią tak, aby każde ze zwierzątek miała swoją norkę i wyjście na górze. Musimy pamiętać o kilku istotnych zasadach:

  • Musimy użyć wszystkich brązowych płytek
  • wszystkie króliki zawsze muszą mieszkać w jednej norce
  • każda z norek musi mieć wyjście znajdujące się na górze planszy.

Każde zadanie ma tylko jedno rozwiązanie, które możemy znaleźć na końcu kart z zadaniami.

PODSUMOWANIE

„Królicza Norka” od IUVI to kolejna świetna pozycja w naszej kolekcji. Jednak moja niespełna 4,5 latka nie jest jeszcze na nią gotowa. Dlaczego zatem piszę, że jest świetna? Bo gry z serii Smart Games, mimo że wiekowo są przeznaczone dla dzieci od 5 roku życia, dorosłym także sprawią frajdę. W tym mnie i mojemu mężowi. Jak już pisałam wcześniej – gry logiczne są ponadczasowe i dla każdego. Nie ma tutaj limitu wieku, a ogranicza nas jedynie wyobraźnia i logika. Przy tej bardzo niepozornej grze, w której mamy niewiele elementów, trzeba się nagłowić. Wygląda banalnie – kilka zwierzątek i trzy brązowe płytki – czy może być w tym coś trudnego? Pewnie! Najgorzej było mi zacząć się wczuć, później nadal szło pod górkę :D

Wrócę jednak do mojej prawie 4,5 latki. Pomimo tego, że rozumie zasady, „Królicza Norka” nie jest jeszcze dla niej. Z czasem na pewno będę pokazywać jej ten tytuł coraz częściej, ale na chwilę obecną będzie musiał niestety poczekać na TEN moment. Dla dzieci, które są już zaznajomione z grami z serii Smart Games i lubią takie łamigłówki – „Królicza Norka” sprawdzi się świetnie. Na pewno się nie zawiedziecie, bo nie ma czym :D

Ogromnym plusem jest jej format oraz przeznaczenie – jest to tak zwana gra podróżna i oceniałabym ją w takiej właśnie kategorii. Świetnie sprawdzi się w podróży czy na wakacjach ponieważ jej rozmiar jest tak kompaktowy, że zmieści się wszędzie i możemy mieć pewność, że nic nam z niej nie wypadnie. Również solidne wykonanie zapewnia trwałość i możemy bez obaw wrzucić ją do torebki czy plecaka. Magnetyczne płytki są wykonane z grubego tworzywa – nawet w małych rączkach będą bezpieczne.

Gry z serii Smart Games od IUVI zawsze mnie zachwycają i stawiają wysoko porzeczkę. Dodatkowo zmuszają nas do logicznego i intensywnego myślenia, a całość zawsze cieszy oko. Polecam z czystym sumieniem :)

Cześć! Dzisiaj chciałabym pokazać Wam świetną nowość z serii Smart Games od wydawnictwa IUVI i jest nią „Blok w blok” . Dla fanów zagmatwanych układanek i kostek ta gra będzie idealna! Wręcz stworzona dla takich osób! Dla graczy, którzy po raz pierwszy będą mierzyć się z tym tworem będzie to nie lada wyzwanie. Tak jak dla mnie. Kiedy otwierałam pudełko wypadło mi kilka elementów. Nie umiałam ich włożyć na powrót :D Polecam, Ewa.

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 10 roku życia i dla 2 graczy. Czas jednej rozgrywki powinien zająć około 10 minut. W tę grę można grać także samemu, a raczej ją układać, a do dyspozycji mamy aż 80 układanek, o różnych poziomach trudności.

*Zdjęcia przedstawiają prawdziwe zmagania mojego męża z układanką numer 49. Nie powiem, ale chwilkę mu to zajęło :D

ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA I WYKONANIE

W pudełku nie znajdziemy wiele, ale znajdziemy za to gwiazdę wieczoru – kostkę, którą ubrano w bardzo fajne i solidne opakowanie, które będzie służyło za naszą podstawkę podczas grania. Oraz instrukcję i książeczkę z zadaniami i solucjami. Kostka jest naprawdę bardzo, bardzo solidna i moim zdaniem niezniszczalna. Również obudowa zrobiona jest z twardego materiału, przez co nawet przy przypadkowym upadku nie powinna się zniszczyć. Niebieska część służy jako podstawka podczas gry, którą łączymy z białą i dzięki temu cała konstrukcja jest stabilna i ustawiona pod odpowiednim kątem. Wszystkie elementy wykonano z najwyższą starannością, a sama kostka prezentuje się złowrogo i strasznie. Dla mnie oczywiście :D A tak na poważnie, to jest piękna!

O CO TEJ KOSTCE WŁAŚCIWIE CHODZI?

Kostka bardzo chce zostać ułożona i naszym zadaniem jest jej w tym pomóc. Mamy na to dwa sposoby – walka w pojedynkę lub zacięta próba przebiegłości, sprytu i koncentracji.

Każdy z graczy wybiera zestaw 8 klocków w danym kolorze (do dyspozycji mamy kolor czerwony lub żółty. Zestawy klocków są takie same). I już tutaj zaczyna się zabawa. Pierwszy z zawodników układa swój klocek na podstawce i gracze wykonują ruchy naprzemiennie. Gra kończy się w momencie, kiedy jedna z osób nie może nigdzie dołożyć klocka. Na koniec rozgrywki należy policzyć kwadraty w swoim kolorze, znajdujące się na trzech górnych bokach kostki. Gracz, który ma ich więcej zdobywa tytuł mistrza świata w „Bloku w blok”. :D

Drugim wariantem jest walka w pojedynkę. Serdecznie życzę wszystkim powodzenia na poziomach Master czy Wizard. Osobiście na samą myśl jest mi słabo i ja skromnie zaczynam od Startera, tak na dobry początek i przygodę z tą kostką. Wszystkich zagadek jest aż 80 i te końcowe są naprawdę iście czarodziejskie. Bez magii się chyba nie obejdzie :D

PODSUMOWANIE

Blok w blok” to świetna zabawa nie tylko dla fanów układanek logicznych, przy których musimy wysilić absolutnie wszystkie szare komórki. Kostka z pewnością pobudzi naszą wyobraźnię przestrzenną (której ja osobiście nie posiadam) i zmusi do myślenia abstrakcyjnego. Moim zdaniem „Blok w blok” sprawdzi się dla każdego, a nawet i młodsze dzieci powinny sięgnąć po tą na pierwszy rzut oka, niewinną kosteczkę. Na pierwszy ogień dałam mężowi do układania poziom 30 i bez problemu sobie z nią poradził. No to później od razu poziom 80. Niestety, tutaj się poddał po dłuższej chwili, ale zarzeka się, że na pewno ułożyłby, gdyby się uparł. Wierzę mu na słowo, bo on potrafi w takie rzeczy. Prostsze poziomy nie stanowią dla niego większego problemu, ale musi poświęcić im chwilę. Jest to świetne ćwiczenie pobudzające nasz mózg do myślenia i takie układanki logiczne są bardzo rozwijające. Uwielbiam takie gry dla dzieci, które oprócz świetnej zabawy, dostarczają także innych tak ważnych bodźców.

„Blok w blok” polecam każdemu, naprawdę! Świetnie sprawdzi się podczas wieczornych potyczek wśród dorosłych i dzieci, a także do samodzielnego układania i zmagania się z coraz to trudniejszymi poziomami, które naprawdę nie należą do łatwych. Dla mnie wręcz niemożliwych do rozwiązania :D „Blok w blok” to niepozorna kostka, która naprawdę Was zaskoczy. Gwarantuję!

Polynesia” to nowa gra od wydawnictwa Stork Games, którą możecie już znaleźć w sklepach. Ja miałam przyjemność już w nią grać i na pewno zostanie tytułem, do którego będziemy często wracać. Standardowo pierwszą partię przegrałam, ale nie było tak źle, bo tylko jednym punktem! Wprawdzie przy pierwszej rozgrywce spaliłam trzech członków plemienia, ale starałam się jak mogłam. Nieprzemyślane decyzje mają swoje konsekwencje. Przy kolejnych było już tylko lepiej. Zapraszam!

Gra przeznaczona jest dla osób od 14 roku życia i dla 2 do 4 graczy. Jedna rozgrywka powinna zająć orientacyjnie od 60 do 75 minut.

Polynesia” jest grą wydaną w języku angielskim, ale kupując ją w wersji od Stork Games, w komplecie otrzymujemy wydrukowaną, kolorową instrukcję w języku polskim. Oprócz tego dostaniemy także spolszczone karty pływów oraz pomoce dla graczy.

ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA I WYKONANIE

Zacznę od tego, że „Polynesia” ma mnóstwo elementów! Duża plansza (mapa), planszetki gracza, karty pływów, woreczek, żetony, statki, ludziki i surowce są naprawdę świetnej jakości. Plansza jest bardzo solidna, podobnie jak planszetki graczy, a kolorowe drewniane elementy wykonano z niezwykłą starannością. „Polynesia” już na wstępnie urzekła mnie swoimi kolorami, bo jestem fanką różu, turkusu, fioletu i szarości – ta gra ma po prostu moje kolory! Jeżeli chodzi o wykonanie to naprawdę nie mam żadnych zastrzeżeń. Wszystko zapakowano w osobne woreczki, pudełko również jest solidne i na pewno dobrze będzie przechowywać grę. Jedyne co mogę zaznaczyć to surowce są bardzo małe i trzeba uważać, aby przypadkiem nie zabłądziły gdzieś pod łóżkiem, bo nam się kilka razy zdarzyło, na szczęście nikt nie ucierpiał.

Mapa jest dwustronna – z jednej strony znajdziemy plansze przeznaczoną do rozgrywki dla 2 graczy, na drugiej dla 3 oraz 4. Możemy zaopatrzyć się także w dodatkową mapę już dla bardziej ogranych zawodników, na której pływy są bardziej skomplikowane i utrudnione.

O CO W TEJ GRZE CHODZI?

„Polynesia” jest grą abstrakcyjną, która rozgrywa się około 30 000 lat temu. Ludzie zaczęli migrować na wschód i osiedlać się na wyspach Pacyfiku, a żeglarze musieli bazować jedynie na swojej spostrzegawczości i znajomości absolutnie wszystkiego co mogli spotkać na głębokich wodach. Począwszy od koloru wody, a skończywszy na obserwacji ryb.

Mieszkańcy nie mieli wyjścia i musieli uciekać przed powoli budzącym się do życia wulkanem, który od jakiegoś czasu począł wysyłać ostrzegawcze sygnały. Wypluwał z siebie groźnie wyglądające kłęby chmur, które złowrogo unosiły się nad kraterem, a coraz częstsze wstrząsy przyśpieszyły decyzję mieszkańców o ucieczce.

Naszym zadaniem jest poprowadzenie Plemienia przez nieznane wody Pacyfiku w poszukiwaniu bezpiecznego domu, jak najdalej od śmiercionośnego wulkanu, którego erupcja wisi na włosku. Będziemy musieli wytyczyć nowe szlaki morskie do nieodkrytych dotąd wysp, handlować z innymi Plemionami oraz ochronić wszystkich członków plemienia, aby nie dosięgnął ich nieokiełznany żywioł.

Nowy start zawsze jest trudny, a gracz, który najlepiej sprosta temu trudnemu zadaniu, zostanie okrzyknięty Pierwszym wśród wodzów polinezyjskich Plemion.

PODSUMOWANIE

„Polynesia” to na pierwszy rzut oka wydaje się skomplikowana przez mnogość elementów, ale to tylko mylne wrażenie. Gra jest bardzo prosta i przyjemna, do grania w rodzinnym gronie. Prosta, bo zasady nie są skomplikowane, jednak trzeba tutaj sporo myśleć. Ja przy pierwszej rozgrywce oczywiście nie pomyślałam, żeby zabrać moich członków plemienia z wyspy, z której nie miałam już możliwości ucieczki i dzięki temu marnie skończyli. Przy kolejnych już miałam inny pogląd na swoje działania i starałam się lepiej zarządzać swoimi ludźmi. Gra może zakończyć się na różnych etapach, ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy wulkan wybuchnie i pochłonie wszystko na swojej drodze, również naszych ludzi. Dlatego starannie musimy zaplanować swoje ruchy wcześniej, aby później nie było wielkiego rozczarowania i dramatów. Grając w „Polynesię” nie mieliśmy większego problemu z gromadzeniem ryb i muszli, szło nam to w miarę płynnie. Szybko też umieszczaliśmy swoich ludzi na mapie, jednak tylko jeden z graczy najwyraźniej myślał bardziej i uniknął zwęglenia (raz, czy dwa :D).

W „Polyniesię” grało mi się naprawdę bardzo lekko i przyjemnie. Spokojna rozgrywka do spółki z mężem wywołała u nas bardzo pozytywne odczucia. Na początku trzeba ułożyć sobie jakąś strategię, ale jak wiadomo, nie zawsze wszystko idzie tak jak tego chcemy. Jednak dobrze jest się zastanowić w jakiej kolejności będziemy zamieszczać członków naszego plemienia na mapie i szybko ochronić ich przed wybuchem wulkanu. Prawidłowe rozmieszczenie szlaków, także jest szalenie ważne, bo wystarczy jedna mała pomyłka i nasz człowiek nie popłynie już dalej i zostanie na lądzie, który niedługo zostanie zniszczony.

Cześć! Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną odsłoną gry o Kocie Simona i jest nią „Kot Simona. Pora Karmienia” od wydawnictwa MDR. Miałam przyjemność recenzować już jedną grę z tej serii i odsyłam Was do niej tutaj: http://ephotography.pl/kot-simona-latajacy-obiad/. Dlatego niektóre elementy recenzji nie ulegną zmianie (na przykład zawartość pudełka i wykonanie).

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 5 roku życia i dla 2 do 8 graczy. Jedna rozgrywka powinna zając orientacyjnie 10 minut, więc jest to bardzo szybka gra już dla najmłodszych.

ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA I WYKONANIE

Gra „Pora karmienia”, w której główną rolę gra kot Simona, spodobała mi się tak samo jak „Latający obiad”. Niewielkich rozmiarów pudełeczko jest bardzo zgrabne, a w środku znajdziemy 60 bardzo dobrej jakości oraz instrukcję. Ilustracje są naprawdę urocze, a fani kota Simona będą naprawdę zadowoleni.

O CO W TEJ GRZE CHODZI?

Celem gry „Kot Simona. Pora karmienia” jest zdobycie jak największej ilości punktów, a to za sprawą kart, które będziemy zbierać. Na kartach znajdujących się na stosie pośrodku stołu, znajdują się różne zadania, które gracze rozwiązują jednocześnie. Osoba, która jako pierwsza wskaże poprawną odpowiedź, zabiera kartę ze zwierzątkiem i tak zdobywa punkt. Na miejsce zabranej karty odkrywamy kolejną i gra toczy się dalej.

PODSUMOWANIE

„Kot Simona. Pora karmienia” to króciutka i przyjemna gra, idealna dla dzieci, które szybko się nudzą, a ta zgrabna gra jest dynamiczna i wymaga dużej spostrzegawczości i refleksu, bo kto pierwszy ten lepszy! Jednocześnie musimy się także skupić i jak najszybciej rozwiązać zadania znajdujące się na kartach. Są one różne i wyglądają inaczej, przez co rozgrywka jest jeszcze bardziej urozmaicona i ciekawsza. Także motyw przewodni jest bardzo interesujący, a ilustracje głodnych zwierzaków są cudowne. Najbardziej urzekł mnie pająk i ślimak :D

Gra jest naprawdę bardzo ładna i świetnie sprawdzi się do szybkich partyjek i jako przerywnik pomiędzy większymi tytułami dla dorosłych. Osobiście bardzo lubię takie gry, które wymagają od nas refleksu i spostrzegawczości, bo wtedy walka jest bardzo zacięta.

„Porę karmienia” polecam szczególnie dzieciom, które szybko się nudzą i lubią szybkie oraz dynamiczne rozgrywki, w których ciągle się coś dzieje. Do tego okraszone świetnymi ilustracjami ze znanym kotem sprawdzą się idealnie. Córka uwielbia przeróżne labirynty i w tej grze jeździ sobie po nich paluszkiem, żeby znaleźć poprawne zwierzątko – w tym radzi sobie naprawdę świetnie. Gramy powolutku, bo z dorosłym nie ma niestety szans, ale przecież chodzi także o świetną zabawę! Uczy skupienia i wytrwałości a także dużej spostrzegawczości.

Jak widzicie, recenzja nie różni się wiele od mojej poprzedniej gry z tej serii, ponieważ „Pora karmienia” jest na tym samym poziomie, jedynie co się zmieniło to zasady rozgrywki i motyw przewodni. Fajne jest to, że możemy cieszyć się rozgrywką z kotem Simona na wiele sposobów i ciężko się będzie szybko znudzić tymi grami, szczególnie jeżeli mamy komplet.

Tej gry nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, prawda? „Papier, kamień nożyce” zna chyba każdy z nas, a ja chciałabym pokazać Wam jej wariację pod postacią gry planszowej dla najmłodszych! Jest to nieco dłuższa wersja skierowania dla dzieci, które do wspólnej zabawy przy planszy otrzymają także karty i kostkę. Tą grą jest oczywiście „Papier? Kamień? Nożyce? JUNIOR” od wydawnictwa Alexander. Zapraszam!

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 4 roku życia i dla 2 do 5 graczy.

ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA I WYKONANIE

Pudełko jest niewielkich rozmiarów i wszystko mieści się w nim idealnie. W środku znajdziemy planszę, pionki, jedną kostkę karty oraz żetony. Wszystko jak zawsze pasuje do siebie kolorystycznie i jest bardzo dobrej jakości. Plansza jest gruba, kostka duża i solidna. Jedynie czarne zwierzęta znajdujące się na kostce są lekko zadrapane, ale nie przeszkadza to w żaden sposób w rozgrywce.

O CO W TEJ GRZE CHODZI?

Ta gra, podobnie jak każdemu znany „Papier, nożyce, kamień”, nie ma żadnych skomplikowanych zasad. Gra jest jednak oprawiona w fajny sposób, który z pewnością zainteresuje dzieci już od najmłodszych lat.

Zasada w tej wariacji jest taka: SŁOŃ boi się MYSZY, MYSZ boi się KOTA, a KOT boi się SŁONIA. I tak naprawdę to tyle jeśli chodzi o najważniejsze zasady. Każdy z graczy otrzymuje trzy karty z wizerunkami zwierzaków, a kiedy na kostce wyskoczy dany symbol, musimy albo jak najszybciej położyć żeton na danym zwierzaku, albo szybko rzucić kartę z poprawnym obrazkiem na środek. Osoba, która jako pierwsza poda poprawną odpowiedź zdobywa punkt i przesuwa się pionkiem po planszy.

PODSUMOWANIE

„Papier? Kamień? Nożyce?” to bardzo prościutka i szybka gra od wydawnictwa Alexander. Szczególnie przyjazna dla dzieci od 4 roku życia. Przy pierwszych rozgrywkach trzeba było mocno tłumaczyć dlaczego wielki słoń boi się malutkiej myszki i wyjaśnić to jakoś córce, szczególnie że nie ma w tym żadnej logiki i ten mit jest tylko w bajkach. Doskonale wie, że myszki boją się kotów, a kot boi się słonia bo jest wielki i dudniący. Natomiast problemem była właśnie zależność mysz – słoń. Oczywiście w końcu przyjęła tę zasadę do wiadomości, ale lekko nie było :D Grałyśmy powoli, mimo tego, że jest to gra na szybkie skojarzenia. Gra ma malutko elementów do kojarzenia i osoba dorosła poda odpowiedź w przeciągu sekundy, a dziecko (szczególnie to młodsze) potrzebuje chwili skupienia. Dlatego dorośli muszą dać swoim dzieciom fory, lub zostawić rozgrywkę tylko maluchom. Oczywiście czasem nie ma takiej możliwości, ale ta gra dla dorosłych jest zbyt prosta, banalna wręcz. Dlatego jest świetna dla dzieci, nawet najmłodszych, które będą grały razem w swoim tempie. W tej grze jest wygrany i przegrany, więc element rywalizacji także jest odczuwalny. Moim zdaniem jest to ciekawa wariacja na temat tak popularnej gry, która została ubrana w ładne ilustracje idealne dla dzieci.

Palec Boży” od wydawnictwa Foxgames to kolejna świetna gra na naszej półce. Zabawna, dynamiczna i bardzo wciągająca, świetnie sprawdzi się w większym gronie i nie tylko. Jeżeli nie znacie jeszcze gier, w których trzeba „pstrykać” – bardzo serdecznie polecam Wam właśnie tę pozycję. Zapraszam!

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 8 roku życia i dla 2 do 4 graczy. Jedna rozgrywka powinna zająć orientacyjnie od 15 do 40 minut.

ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA I WYKONANIE

Zacznę może od samego pudełka, które jest absolutnie nie do ustawienia na regale, ale to dodaje tej grze tylko wyjątkowości :D Mój „Palec Boży” na szczęście znalazł wygodne miejsce na regale i prezentuje się naprawdę dobrze. Pudełko jest podłużne, wąskie i sporych rozmiarów, ale jest ku temu bardzo istotny powód. W środku znajdziemy zwiniętą matę, która pełni rolę naszej planszy. Jest świetna! Miękka i śliczna :D Wszystkie komponenty są drewniane i mają naprawdę ładne kolory. Do kart oraz żetonów również nie mam zastrzeżeń. Karty naszych postaci są duże i mają bardzo fajną fakturę oraz ciekawe ilustracje.

O CO W TEJ GRZE CHODZI?

Gra jest bardzo prosta, a jej zasad można się nauczyć w kilka chwil. Głównym zadaniem jest pstrykanie, pstrykanie, pstrykanie i jeszcze raz pstrykanie, czyli to co w tej grze najlepsze! Aby gra była ciekawsza, na początku każdej tury głosujemy na jedną z dwóch kart prawa i nasza rozgrywka staje się o wiele bardziej interesująca. Następnie każdy z graczy pstryka swoim prorokiem, aby zdobyć jak najwięcej wyznawców. Możemy także wypstrykać naszych przeciwników, ale wtedy możemy tak naprawdę wypstrykać się też z gry. Zapewniam Was, że to całe pstrykanie to nie jest taka prosta sprawa :D Po każdej rundzie otrzymujemy punkty, a na koniec ostatniej podliczamy je. Zawodnik z największą ilością punktów zwycięstwa wgrywa.

PODSUMOWANIE

Palec Boży” od Foxgames jest naszą pierwszą pstrykaną grą, w której się totalnie się zakochaliśmy. Tyle śmiechu i planowania niecnych posunięć już dawno nie było. Najlepsza gra na poprawę nastroju i na dobry humor :D Kiedy ambitnie chcieliśmy wypstrykać innego proroka z danej wyspy, szacowania nie było końca. Ustawialiśmy palce pod odpowiednim kątem i ten taktyczny zamach, który ostatecznie przesuwał naszego pionka o 5 mm – mistrzostwo. :D Kolejnym świetnym ruchem jest wypstrykanie naszych cennych proroków poza plansze lub pod łóżko. Tak, to również jest częste. Oczywiście po drodze omijamy absolutnie wszystkich przeciwników i tylko nasz prorok z rozmachem leci przez pół pokoju :D Gra jest naprawdę bardzo przyjemna i bardzo prosta. Pstrykanie daje nam dużo radości, a kiedy uda nam się wypstrykać z wyspy innego złego proroka, wiwatów nie było końca. Bo to wcale nie jest takie łatwe! Każdy pewnie myśli, że takie pstrykanie palcami to każdy potrafi. Owszem, ale w międzyczasie trzeba liczyć w głowie odpowiednie wzory na… na wszystko, ja naturalnie ich nie znam i żartuję, ale te zamachy i nie trafianie w proroka są przekomiczne. Kiedy mnie się wydawało, że mam czysty i prosty strzał, nagle mój prorok niknął gdzieś w czeluściach otchłani i tyle go widziałam. Tak ta gra właśnie wygląda :D Pierwsza moja myśl była taka, że to gra dobra dla dzieci. Absolutnie nie!!! Toż to idealna gra dla dorosłych :D Szczerze i z czystym sumieniem polecam Wam „Palec Boży”. Gra jest świetna :)